RSS
czwartek, 09 września 2010
Plenerowo.

W poniedziałek przyjechała do nas ciocia Klaudia, zabralismy ją na małą sesję zdięciową do parku. A potem na sesję zdięciową na hipoterapię.  Dziękujemy :)

 

 

 

 

 

 

16:24, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 września 2010
Psycholog, buty ortopedzyczne cz.2, rozkład zajęć.

Zaliczyliśmy dziś kolejne badanie psychologiczne. W porównaniu do poprzedniego (sprzed 4 miesięcy)  widać pewne postępy. W niektórych dziedzinach większe w innych mniejsze. Generalnie ja widzę bardzo duzo pozytywnych zmian rozwojowych, a test ma swoją skalę na której nie w pełni widać to co się dzieje. Bo w badaniu psychologicznym jak w grze są levele mdzy jednym levelem a drugim trzeba zdobyć mnustwo drobnych punktów a w przypadku Wiktora mnustwo drobnych umiejętności, test niestety ma w swej kategori tylko levele bez tych drobnych punktów i przy niektórych umiejętnościach Wiktor jest w trakcie zdobywania levelu, a test mu już tego zdobywania nie zalicza. Omówienie wyniku za tydzień w poniedziałek :)

 

Historia butów ma oczywiście ciąg dalszy. Pojechałam po wizycie u psychologa do NFZtu i tu zaskoczenie nie było żadnej kolejki i sprawe refundacji rozparztono od reki. Refundacja ma pokryć 219 zł czyli 70% kosztu butów które maja kosztować 310 zł wdg NFZtu. Od razu z zadowoleniem udałam się do miejsca w którym te buty robią i tu kolejne zaskoczenie tym razem mniej przyjemne. Buty kosztują 310 zł wdg NFZtu, ale nie wdg tych którzy je robią, koszt takich butów to około 800 zł. Czyli rodzic z własnej kieszeni dokłada 600 zł... Takie buty NFZet refunduje raz na rok! Pokażcie mi 2,5 roczne dziecko które w jednych butach przechodzi cały rok. Argumenty, że wyrosnie i zniszczy widocznie do naszej słuzby zdrowia nie trafiają. Tak więc na mierzenie stópek, zaliczkowanie i wybieranie kroju umówiłam się na poniedziałek za tydzień.

Udało mi się dziś dograć Wiktorowy grafik prawie na AMEN. Tak więc rozpisuje:)

Poniedziałek rano: kapiele wodne i rehabilitacja ruchowa Piotrków, po południu prywatna rehabilitacja domowa.

Wtorek rano:logopeda w przedszkolu, po południu hipoterapia.

Środa rano:ergoterapia, integracja sensoryczna w Piotrkowie, po południu prywatna rehabilitacja domowa

Czwartek rano: praca z oligofrenopedagogiem w przedszkolu, po południu hipoterapia

Piątek ergoterapia i rehabilitacja ruchowa.

 

Do przedszkola Wiktor będzie uczęszczał na 2h w tygodniu w ramach programu z wczesnego wspomagania. Zaczyna od jutra. Dziś wszystko dopiełam na ostatni guzik.

15:13, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 września 2010
Neurolog.

A neurolog był zdziwiony, zaskoczony, wręcz zszkowoany postepami Wiktora. Pani dr po przeczytaniu swoich zapiskow z poprzedniej wizyty (8miesiecy wcześniej) nie mogla uwierzyć, że przyprowadziłam to samo dziecko. Była zaskoczona tym jak Wiktor już chodzi, jego stosunkiem kontaktów społecznych, jego żywotnością. Stwierdziła że poczynił ogromne postepy, a zaraz potem kazała się nie cieszyć, bo to może tylko taki skok rozwojowy, a na mają odpowiedz, że to żaden skok tylko efekt intensywnej rehabilitacji odpowiedziała tylko, no jak się pani za dziecko wzięła to efekt widać. Ręce razem z biustem mi opadły... Rehabilitowany i prowadzony Wiktor jest od urodzenia w wieku 2 lat zaczął rozumieć zaczął pracować i tak naprawdę terapie zaczęły się w tym momencie, a ona śmie mi takie reczy zarzucać... Na koniec kazała nam się zgłosić do okulisty podobno jedno okczko troszkę ucieka, ale peności nie ma bo jakaś tam zmarszczka którą Wiktor ma może powodować takie złudzenie, nie mniej jednak mam to spradzić. Zgłosić się kazała za kolejne 8 miesięcy i nadal żadnej potrzeby wykonania badań głowy nie widziała... Dobrze, że trafilismy na neurpsychologa z Warszawy... dzieki temu już 12 października będziemy mieć kompleksowe badania.

21:09, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Buty ortopedyczne cz.1

Byliśmy dziś u lekarza, który wypisał nam wniosek o refundację kosztów na buty ortopedyczne. Na wizyte zapisaliśmy się już w czerwcu, czekaliśmy ponad 2 miesiące. Pojechałam na umówioną wizytę w przekonaniu iż na buty ortopedyczne potrzebują czegos w formie recepty, ale nieeee. Żeby nabyć takowe buty wystarczy się po prostu po nie udać do odpowiedniego punktu, jak się okazało wizyta u lekarza jest potrzebna tylko po to żeby wypisał on wniosek do NFZ o refundację i właśnie na to czekaliśmy aż 2 miesiące. Oczywiście nikt nie raczył mnie poniformować ani gdzie znajduje się NFZet ani punkt robiący takowe obuwie, uszłyszałam tylko tu u nas w Piotrkowie robią dobre, można tu robić.

I tak o to mam się udać z wnioskiem do NFZtu mieszczącego sie "gdzieś tam" i prosić o refundację, bo podobno NFZet nie jest skory do płacenia za czyjeś buty (Pani Dr podobno podrasowała wnisek swoim super długopisem żebyśmy dostali) i nie mam pojęcia, czy przed czy po czy w trakcie złożenia wnisoku udać się do jakiegoś pewnie wygooglowanego puktu obuwia specjalistycznego z młodym, żeby mu odmierzyć super stopki i dopasować obuwie do nogi. Z zaleceń noszenia obuwia: "zdejmować tylko do łóżeczka" podobno wtedy istnieje sznsa skorygowania wady...

Zejdzie mi z tym chyba do gwiazdki, bo zielonego pojęcia nie mam ile to wszystko potrwa... A jak skończe załatwiać już te buty to wezme się za załatwianie kolejnych może uda mi się wyrobić z drugimi zanim wyrosnie z pierwszych ;/ PARANOJA.

21:24, alegoria85
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 sierpnia 2010
Hipoterapia

Dziś hipoterapia okazjonalnie odbyła się na świezym powietrzu, normalnie odbywa się na krytej ujeżdzalni. Dziś też okazjonalnie zajęcia nie odbyły się na Kaśce, a na Pasikoniku. Pasikonik jest znacznie mniejszy od Kaski i z tego względu bardziej przypadł Wiktorowi do gustu. Młody nie jeżdzi na koniu sam,jest jeszcze za mały. Siedzi na gołym grzbiecie konia, za nim siedzi ktoś dorosły kto go trzyma a przed nim skórzany pas do trzymania. Z przodu idzie jedna osoba prowadząca konia. Po jednym boku osoba asekurująca  a z drugiej strony rodzic, gdy dziecko np się boji. Więc Wiktor jezdzi na koniu z całą świtą.

Dziś poznaliśmy Bena - Ben to labrador przygotowywany do dogoterapii. Ten pies ma w sobie coś takiego, że gdy tylko się go zobaczy natychmiast zaczyna się go kochać. Zuzia śmiała nawet mówić "Ben zabrać do domu, Ben iść z nami". Nie powiem, ja równiez zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia :)

 

Zuzia i Ben :)

 

Wiktor i Ben :)

22:37, alegoria85
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Przerwa w dostawie wpisów spowodowana była 2-tygodniowym najazdem dziadków. Przez ten czas trochę się działo, głównie pod kontem towarzyskim. Odwiedzali nas znajomi, rodzina i dzieciaki z sąsiedztwa, które teraz mają wakacje i uwielbiają się bawić z Zuzią i Wiktorem. W zeszłym tygodniu przeszliśmy lekkiego wirusa, ale po kilku dniach wszystkie objawy w postaci goraczeki katarów minęły. Hipoterapia coraz bardziej podoba się Wiktorowi i coraz mniej na niej płaczu. Domowa rehabilitacja odbywa się w gorące dni w ogrodzie, co niezmiernie cieszy Wiktora. Wolne chwile spedzamy w piaskownicy, basenie, a gdy pada deszcz skaczemy w kalaoszach po kałużach. Wiktor chodzi juz coraz lepiej, coraz śmielej. Zarówno w domu jaki na dworzu, że nie wspomne iż nierówne trawiki wcale mu nie przeszkadzają. A trzymany za rękę pokonuje już nie lada dystanse.

Wiktor i rehabilitacja ogrodowa:

 

Wiktor, Zuzia i kałuże:

14:26, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 lipca 2010

Zastanawiałam się dziś nad tym ile czasu codziennie spędzamy z Wiktorem w samochodzie, a ile w poczekalniach i wyszło tego strasznie dużo. Potem zaczęłam zastanawiać się nad tym czy jest to czas zupełnie stracony? I doszłam do wniosku, że nie całkiem. W samochodzie ćwiczymy sobie logopedycznie powtarzając słowo mama, ama, maaa i wpajając inne słowo, starając się wydusić słowo tata, baba póki co nic z tego, ćwiczymy dawanie buziaka, machanie, cmokanie, pokazywanie języka i inne... fakt uwagę muszę mieć bardzo podzielną, ale najważniejsze daje jakoś radę. A jak już bardzo się nudzi to po prostu Wiktor idzie spać. Niestety im więcej tych wycieczek tym mniej Wiwiś jest nimi zafascynowany... i marudzi... strasznie marudzi... A wycieczki są niestety niemal codziennie.
W poczekalniach, w poczekalniach natomiast edukujemy się na zabawkach które w danym miejscu są do naszej dyspozycji, karmimy się i przede wszystkim poznajemy innych rodziców i ich dzieci. Czasami historie ku pokrzepieniu serca, częściej niestety smutne losy dzieci. Czasami są to jednorazowe spotkania, innym razem regularne. Czasami kończą się na rozmowach a innym na wymianie danych i zawieraniu znajomości. W tych wszystkich poczekalniach czujemy się jak w domu tam wszyscy jesteśmy z innego świata, nikomu nie trzeba nic tłumaczyć nikt dziwnie się nie patrzy a pojęcia medyczne są wszystkim znane. Dzieci które widuje się w tych poczekalniach są piękne, inne ale bardzo piękne bije z nich ogromna chęć życia. Te poczekalnie to taka przechowalnia pozytywnej energii i gdyby jej nie było nie znośnym byłoby wytrzymać ten czas. Bo jak to jest, że na poczcie po 10 minutach mamy już dość, a tam siedzimy i godzinę czasem dłużej a czas przelatuje przez palce i aż żal, że to już nasza kolej do gabinetu, na zajęcia. I czas się pożegnać, wrócić do domu.

Wiktor i jego szyderczy uśmiech w samochodzie:

 

Oraz Wiwiś w poczekalni bawiący się ogromną "mulą"

23:26, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 lipca 2010
Hipoterapia

Byliśmy dziś pierwszy raz na hipoterapii. Takie spotkanie dokumentacyjno formalne. Głaskanie konika o wdzięcznym imieniu Kaśka, a nawet kilku minutowa przejażdzka. Kaśka przypadła Wiktorowi do gustu bardzo zależało mu na włożeniu rąk do jej buzi i policzeniu jej zębów. Za to sama przejażdzka podobała się już średnio. Wiktor zwyczajnie się bał. Na zajecia będziemy jezdzić 2 razy w tygodniu na pół godziny. I tak oto zapełnilismy cały tydzień zajęciami. Poniedziałki rehabilitacja w Piotrkowie a wieczorem prywatna w domu, wtorki hipoterapia, środy rehabilitacja domowa, czwartki hipoterapi, piątki zajęcia w Piotrkowie. Od września w grafik wplecie się jeszcze wczesne wspomaganie w przedszkolu... Odpoczywamy tylko w soboty bo niedziele zarezerwowane są na basen.

Jeśli taka stymulacja nie pomoże, to ja już nie wiem co robić więcej...

21:07, alegoria85
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 lipca 2010
Neuropsycholog.

Uff.. to był naprawdę długi dzien. I naprawdę udany dzień.

Pisałam wcześniej, że spodziewam sie wiele dobrego po tej wizycie i się nie zawiodłam. Pani doktor przesympatyczna, rzeczowa, fachowa i bardzo otwarta. Przyjęła nas u siebie w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, a nie w swoim gabinecie w Aninie gdyż sama stwierdziła, że tu będzie nam bliżej. Wizyta trwała 1,5 godziny, pierwszy raz byłam na tak długiej konsultacji. Pełen wywiad, mnustwo pytań, od reki przeprowadzone badanie psychologiczne. Okzała sie, że Wiktor bardzo dużo rozumie prawie tyle co dwulatek! Braki głownie w zakresie ruchu, głównie dłoni, a te z koleji wynikają z cech zespołu Wiktora czyli cech "przykurczy", cieżko mi to sprecyzować, bo jako takich przykurczy nie ma, ale postawa ciała całych rąk dłoni jest jakby przykurcze wystepowały, a ich nie ma. Pani doktor była zaskoczona, ze Wiwiś do tej pory nie został zdiagnozowany, że nie zostały wykonane badania, bo mu się należą. I tak oto od ręki zostalismy wciągnięci na listę przyjęć do szpitala. W piątek poznam dokładny termin, ale juz wiem że będzie to jesień tego roku. Badanie będzie dwuetapowe gdyż na rezonans czeka się strasznie długo...  Minimalna nadzieją jest to, ze w trakcie pierwszego pobytu zwolni się miejsce na rezonansie i wykonaja nam od razu. Pani doktor od razu powiedziałam nam kto bedzie nas prowadził na oddziale, bo będzie bardziej kometentny do diagnozowania niż ona, lekarz neurogenetyk! Podziwiam tą kobiete, że potrafiła powiedzieć, że ktoś zrobi to lepiej niz ona i powierzyc nas w lepsze niż jej ręcę. To się wręcz nie zdarza... Wiem, że mamy mieć dodatkową konsultacje genetyczną, badania metaboliczne krwi, eeg i inne badania.

Bardzo, bardzo sie cieszę, że wreszcie trafiliśmy w odpowiednie ręce. Aniu jeszcze raz dziękuje za polecenie właśnie tej Pani doktor.

Cała wycieczka trwała 7 godzin... Padam... Dzieci też padły i zaraz po powrocie poszły grzecznie spać.

21:42, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lipca 2010
Mini zlot.

W sobotę mielismy zasczyt gościć Anetkę z Piotrkiem i ich synków Stasia i Wiktora oraz Agnieszkę z Darkiem i ich synków Piotrusia i Pawełka. Odbył się u nas taki mini zlot bliźniaczy :) Było strasznie fajnie chociaż pogoda mogła się do nas bardziej usmiechnąć na szczęscie tylko dwukrotnie padał minimalny deszczyk. Z Anetką i jej rodziną pozwiedzalismy najpierw okolice Tomaszowa, chociaż to była namiastka tego co chiałabym Wam pokazać Kochani. Potem integracja ogrodowa i smaczne grillowanie :) Dziekujemy za piaskowe akcesoria :) I smaczną sałatkę grecką, Darek nastepnym razem 2 sałaty lodowe :) Wszyscy goscie wyszli usmiechnięci, a my z uśmiechami na twarzy poszlismy spać. Na pewno wkrótce nastapi powtórka i to może nawet dwudniowa :) Anetko zapraszenie nadal aktualne :) Wspomnę jeszcze tylko o fakcie iż tytułowy bohater tego bloga był bardzo dzielny Wiwiś wytrzymał do samego końca imprezy żegnając i wysyłając wszystkim gościom buziaki.

Jutro... jutro czeka na nas neuropsycholog w Warszawie... to będzie długiii dzień...

23:00, alegoria85
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4